KOMENTARZ

Obywatele jako podatnicy

Jako obywatele pełnimy wiele społecznych ról. Jesteśmy członkami rodzin, jesteśmy pracownikami, co pewien czas – jako wyborcy – jesteśmy podmiotem władzy. Jesteśmy też – jako zbiorowość – głosem opinii publicznej. W każdej z tych ról mamy swoje prawa i wobec organów państwa nie jesteśmy bez szans. Z jednym wyjątkiem. Gdy jesteśmy podatnikami, to wobec wszechwładzy organów skarbowych jesteśmy bezsilni.

Mamy jeden z najbardziej skomplikowanych systemów podatkowych w Europie. Jest w nim wiele pułapek i niejasności. Na to nakłada się nie zawsze spójna interpretacja przepisów – często różne urzędy skarbowe ten sam przepis interpretują w różny sposób. Najgorsza jest jednak wszechwładza organów skarbowych.

W praktyce działania urzędów skarbowych nie istnieje domniemanie niewinności. Odwoływanie się od ich jakże często niesprawiedliwych i rujnujących podatnika decyzji do sądu, w polskich warunkach jest na ogół pozorną możliwością obrony. Często bowiem jest tak, że kosztowne dla podatnika postępowanie sądowe kończy się pod 5-6 latach wyrokiem korzystnym – ale zablokowane przez te lata konto bankowe i niesłusznie pobrane przez urząd skarbowy daniny powodują, że podatnik, który wygrał sądowo, przegrał swoje życie, bo jest już bankrutem.

„Rzeczpospolita” (27.01.2012) zwraca uwagę, że obecnie urzędy skarbowe zaczęły sprawdzać osoby, które na swój majątek zarobiły zagranicą. Kontrolerzy analizują także dochody uzyskane przez podatników przed wielu laty – nie zwracając uwagi na okres przedawnienia. Na przykład kupno samochodu za środki uzyskane w wyniku sprzedaży obcych walut, które zarobiliśmy w latach 90. – jeżeli dzisiaj, po 20 latach (!) nie mamy na to właściwych dokumentów (a zgodnie z prawem – mamy obowiązek gromadzenia takiej dokumentacji z ostatnich 5 lat) – może spowodować nałożenie na nas 75% podatku.

Przepisy te są w oczywistej sprzeczności z zasadą przedawnienia się zobowiązań podatkowych, ale nie jest to jedyny przykład działania organów skarbowych, gdzie ewidentnie mamy do czynienia z łamaniem konstytucyjnej zasady państwa prawnego.

Taka polityka fiskalna cieszy się absolutnym wsparciem nie tylko ministra Rostowskiego, ale także dawnego liberała a dzisiaj premiera Donalda Tuska.


Premier w restrykcyjnym fiskalizmie przekracza dzisiaj wszelkie granice przyzwoitości. Jedno muszę mu tylko przyznać – Donald Tusk nie nazywa już siebie liberałem. Widać, że przynajmniej dba o to, by nie przekroczyć granicy śmieszności.
 

27.01.2012

Twitter - logo